*Londyn, UK, z perspektywy Ally*
-
ej Ally, z życiem! Zaraz jedziemy na lotnisko- słyszałam głos taty, dobiegający
z dołu. Rozejrzałam się po pokoju. Nic już tu nie zostało. Tylko pudła, po
które właśnie przyjechała ekipa zajmująca się transportem przy przeprowadzkach.
Cieszę się z powodu wyjazdu do Ameryki, ale będę tęsknić za moim kochanym
Londynem. Z rozmyśleń wyrwali mnie wołający rodzice. Zeszłam na dół, wzięłam
moją walizkę i wyszłam z nią na dwór. Wszyscy już czekali.
-
uśmiech do zdjęcia proszę!- powiedziałam do Destiny, a ta od razu się
wyszczerzyła. Podeszłam i pokazałam jej to zdjęcie na swoim blackberry.
Spodobało jej się, więc od razu wstawiła je na twittera w telefonie.
-
jedziecie czy nie?- zapytała sarkastycznie mama, siedząca już z tatą w
samochodzie. Obydwie od razu wsiadłyśmy do czarnego rang-rovera i odjechaliśmy.
Łezka mi się zakręciła w oku. Tyle wspomnień... mam nadzieję, że w Miami będzie
mi jeszcze lepiej niż tu było. Nałożyłam słuchawki i odpłynęłam. Po godzinie
byliśmy już na Heathrow. Z bagażami udaliśmy się na odprawę, potem cała reszta
"lotniskowych czynności", aż w końcu wsiedliśmy do samolotu. To tylko
12 godzin lotu... super. Jedynym
sposobem, aby ten czas szybko minął to sen. Założyłam słuchawki i zasnęłam.
*Miami,USA*
-
Ally wstawaj - powiedziała do mnie siostra zaspanym głosem - zaraz będziemy
lądować. - Nic nie odpowiadając, przetarłam oczy. Widocznie zasnęłam podczas
słuchania muzyki, ponieważ włożone wcześniej przeze mne słuchawki nadal były w
uszach. Wyjełam je i zaczęłam przygotowywać się do lądowania. Przestraszona
turbulencjami złapałam rękę Destiny. Po kilku minutach samolot zatrzymał się, a
wszyscy pasażerowie wysiedli. Razem z rodzicami ruszyliśmy w kierunku odprawy.
Następne poszliśmy pod taśmę, z której zabraliśmy nasze bagaże. Prześliśmy
przez bramkę i .. nareszcie byliśmy 'na wolności'. Nienawidzę latać samolotem.
Jest to wielki stres. Szczególnie dla mnie, ponieważ boję się wysokości. Kiedy
wyszliśmy z lotniska taksówka już na nas czekała. Zapakowaliśmy bagaże po czym
wsiedliśmy do pojazdu. Podczas jazdy rozglądałam się, aby zapoznać się z nowym
miejscem. Słońce odbijające się od mojego okna, raziło mnie w oczy. Miami.
Pełne słońca, ludzi, plaża, morze. To wszystko złączone razem tworzyło naprawdę
piękne miejsce. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Nasz dom
położony jest blisko morza, co najbardziej mi się podobało.

Obok
niej brązowy, lniany fotel i kwadratowy stolik do kawy w kolorze ciemnego dębu.
Wchodząc głębiej jest kuchnia, w której również dominuje jasny kolor. Ciemne
panele, białe szafki i srebrne urządzenia. Na środku jedyny ciemny element,
wysepka, przy której stały wysokie również ciemne krzesełka.
- I co? Podoba się? - zapytał tata, wchodząc
do domu.
-
Po..po..podoba? jest genialnie! - krzyknęłam zachwycona. Wnętrze naszego nowego
domu było takie jakie mogłam sobie jedynie wymarzyć. Wszystko dokładnie
dopasowane, nowoczesne. Idealne. Gdyby nie to, że musiałam pomóc z wyciąganiem
bagaży, na pewno nadal stałabym tam zachwycona- To jak już się naoglądałyście
to chodźcie po walizki- powiedział tata, który zostawiając jedną z walizek
ruszył po następną. Wzięłam głęboki wdech, wyszłam i zaczęłam wyciągać nasze
bagaże.
- Destiny! - zaczęłam krzyczeć, aby siostra mi
pomogła. - Destiny do cholery! to jest ciężkie! - zdenerwowana, próbowałam sama
ją wyciągnąć. Na szczęście tata właśnie wyszedł z domu, przychodząc po następną
walizkę. Pomógł mi ją wyciągnąć. Po chwili ogromna, fioletowa walizka stała już
na ziemi. Zasłoniłam oczy, robiąc z ręki daszek. W Miami jest naprawdę dużo słońca,
ale to mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Londyn znacznie różnił się od
tego miejsca. Tutaj pełno słońca, a tam deszcz. Rozglądając się i oglądając
okolicę, zobaczyłam siostrę stojącą kilka metrów ode mnie. Przyglądała się chłopakowi
i zapewne jego młodszej siostrze, którzy właśnie grali w siatkówkę przed ich
domem. Zauważyłam tylko ten mały uśmiech na jej i jego twarzy. Podeszłam do
niej i szturchnęłam ramieniem. Natychmiast odwróciła wzrok, wbijając go we
mnie. Zachichotałam i szepnęłam jej do ucha:
- Za przystojny na ciebie- w odpowiedzi
walnęła mnie w ramię, a ja odeszłam i wybuchłam śmiechem.To taki krótki prolog. Jeśli czytasz to skomentuj :)



.jpg)








